Może nie od razu, ale na dobre zaczęło się od Opery. Potem była Opera, następnie Opera, a później Opera. Zmieniały się tylko numerki wersji, ale byłem norweskiej przeglądarce wierny. Jednak do czasu. Próbowałem Safari, ale nie dała rady. Firefox był i wciąż pozostaje zbyt „ciężki” przez co nieprzystępny, mimo swoich różnorodnych rozszerzeń. No i te brzydkie czcionki na Macu... Wyglądało na to, że duże, czerwone O, pomimo pewnych niedoróbek, będzie już zawsze dominować. Jednak w końcu się przełamałem i... Google Chrome to rule them all...