Gdy w połowie października ubiegłego roku pojawiły się pierwsze informacje o nowej wersji Opery oznaczonej numerem 11, moją podstawową przeglądarką był jeszcze Google Chrome. Jednak zapowiedź norweskich programistów pobudziła moją wyobraźnię - w Operze miały bowiem znaleźć się, wzorowane na Firefoksie, długo wyczekiwane rozszerzenia. W końcu norweski produkt miał perspektywę na równą walkę z mocną konkurencją.
Początkowo dostępnych rozszerzeń nie było zbyt wiele, a jeśli już jakieś się pojawiały, to raczej mało istotne, robione bardziej pod użytkowników danego serwisu czy danego kraju. Z biegiem czasu dodatków do Opery 11 publikowano coraz więcej i to coraz ciekawszych. Choć wciąż do bazy rozszerzeń Firefoksa, Chrome'a czy nawet Safari sporo brakuje, można powiedzieć, że ta bądź co bądź niszowa przeglądarka staje się z tygodnia na tydzień bardziej użyteczna. Po pojawieniu się nowej Opery, żartowałem ze znajomym, że tak naprawdę przeglądarkę Google'a będę mógł ostatecznie porzucić po pojawieniu się dwóch konkretnych dodatków.
Jednym z podstawowych rozszerzeń instalowanych w pierwszej kolejności czy to w Chrome, czy w Firefoksie, jest, co nie powinno dziwić, AdBlock. Nachalność reklam na niektórych serwisach jest nie do zniesienia, a dodatkowo fakt, że są wykonane we flashu może sprawić niemałe problemy - szczególnie na Makach. AdBlock skutecznie wycina to, co mało przyjazne i zdecydowanie przyśpiesza oraz umila surfowanie po stronach. Niestety, Opera ciągle nie doczekała się tego rozszerzenia, przynajmniej nie w formie, w jakiej znam je z pozostałych przeglądarek. Tak naprawdę czekałem jednak na coś innego, bo z reklamami można sobie radzić wbudowanym w Operę blokowaniem zawartości.
Czekałem na ten dzień niecałe trzy miesiące. Dzisiaj rano, od niechcenia przeglądając katalog rozszerzeń posortowany według nowości, przypadkowo zauważyłem znajomą ikonę - to był ScribeFire. Przetarłem oczy, bo było jeszcze wcześnie rano, ale nie przywidziało mi się. Właśnie tego nie mogłem się doczekać! Prosty, ale bardzo użyteczny i, co najważniejsze, darmowy edytor blogowy do najpopularniejszych platform, w końcu trafił na Operę. Dodatek ten, w wersji na Chrome i Safari, opisywałem już ponad pół roku temu. W przypadku blogów z serwisu Blogger.com znacznie ułatwia on publikowanie kolejnych notek. No i nie trzeba się logować do panelu administracyjnego, wystarczy tylko kliknąć odpowiednią ikonę obok paska adresu i można pisać (nie wspominając już o zapisywanych lokalnie szkicach roboczych).

Teoretycznie mógłbym już całkiem zostawić porastającego kurzem Chrome'a, gdyby nie to, że bankowość internetowa w moim banku nie współpracuje za bardzo z Operą (przynajmniej na Mac OS X), a i o wiele wygodniej gra się w HaxBalla na przeglądarce Google'a niż na Operze. We wszystkich innych sprawach, norweski browser daje radę, czasami nawet bardziej (szybkość działania i lekkość) niż Chrome.